Robię doktorat z macierzyństwa – rozmowa z Anią Kulawik.

Anna Kulawik – założycielka i właścicielka marki skarpetkowej SOXY.PL,
autorka bajki wspierającej rozwój emocjonalny dzieci pt.: „Henio, Basia i Gucio Oswajają Złość”, na co dzień działająca w sieci jako Matka Nieboska. Prywatnie mama trójki dzieci, szczęśliwa żona, miłośniczka podróży.

W rozmowie z Mamaville, Ania opowiadała o elastyczności w życiu zawodowym, której nauczyło ją bycie mamą trójki małych dzieci, a także o łączeniu macierzyństwa z prowadzeniem biznesu i o planach
na przyszłość, które rosną razem z jej pociechami.

Od męskich skarpetek do bajki dla dzieci? Jak do tego doszło?

Faktycznie, SOXY to był męski biznes. Zresztą – ja zawsze lubiłam mówić i komunikować do mężczyzn. Na studiach broniłam się tematem o wizerunku mężczyzny w reklamie. Kiedy powstały SOXY w 2015 roku
czułam, że to powinien być produkt dla niebanalnych,odważnych facetów. Zauważ, że w tamtym czasie na polskim rynku nie było skarpetkowej konkurencji. Wiodące polskie marki zaczynały razem ze mną.
Byłam młoda, szalona, miałam głowę pełną pomysłów i nie znałam wyrażenia „nie da się”. A potem wszystko zostało zweryfikowane: najpierw przez rynek, a potem przez moje życie.

Co masz na myśli, mówiąc rynek i życie?

Najpierw coraz więcej klientów prosiło o mniejsze rozmiary, a SOXY – brand męski – miał tylko męską rozmiarówkę, zaczynającą się od 39. Ugięłam się i wprowadziłam rozmiary damskie. Zwykłam słuchać
klientów. To był ważny, strategiczny ruch. SOXY stało się marką dla kobiet i mężczyzn. Pamiętam, że wymyśliłam wtedy całą kampanię na dzień kobiet – SOXMISJA, nawiązującą do seksmisji. To był pierwszy
moment przełomowy. Kolejnym było moje macierzyństwo. Najpierw zarzekałam się, że nawet jeśli zostanę mamą, to nie będę robiła produktów dla dzieci. I było dokładnie, jak w tym dowcipie:
wiedziałam wszystko o wychowywaniu dzieci, aż zostałam mamą… Szybko przyszła frustracja słabej jakości skarpetkami, które albo uciskały nogę albo spadały. No i stworzyłam linię SOXY baby.

To był dobry ruch? Jak to oceniasz z perspektywy czasu?

Najlepszy. Czasem najlepszym planem jest bycie elastycznym i podążanie za tym, co się dzieje. Tego nauczyło mnie macierzyństwo: elastyczności. Zresztą to też jeden z moich najmocniejszych talentów Gallupa.
Bardzo szybko potrafię się adaptować do nowych warunków. I tak z kobiety chcącej zawojować rynkiem męskich skarpet stałam się mamą robiąca najlepsze skarpetki dla dzieci. Zresztą macierzyństwo mnie
złagodziło. Kiedyś zaczytywałam się w książce “Dzieci w Paryżu Nie Grymaszą” i ze zrozumieniem kiwałam głową, kiedy autorka radziła wypłakiwanie. Uważałam też, że karmienie piersią, to jednak jest obrzydliwe. I gdzie skończyłam? Jako orędowniczka rodzicielstwa pełnego empatii i bliskości, śpiąca w łóżku z 3 dzieci, karmiąca każde dziecko do samoodstawienia (śmiech).

Zobacz:  Najmłodsi przed ekranem. Dlaczego nie warto?

Zatrzymam się przy temacie rodzicielskiej bliskości. Skąd pomysł na bajkę dla dzieci?

Jestem typem doktoryzującym. Jeśli pochłania mnie jakiś temat, to na całego. Moi bliscy śmiali się, że robię doktorat z macierzyństwa. Trochę w tym prawdy.
Dużo czytałam, słuchałam ekspertów, sprawdzałam wytyczne WHO i Amerykańskiej Akademii Pediatrycznej. Pokochałam Hafiję, w kwestii naukowego podejścia do karmienia piersią, Mataję w kwestii
normalizowania macierzyństwa w oparciu o badania naukowe. Nie lubię podejścia historycznego „kiedyś to…”. Dzięki temu doktoryzowaniu zrozumiałam, jak ważne jest podejście empatyczne, blisko dzieci, jak
istotną rolą jest reagowanie na płacz, tulenie, noszenie. Dowiedziałam się, jak agresja i przemoc działają destrukcyjnie na dziecięcy system nerwowy. Jestem mamą świadomą, nie interesują mnie dowody anegdotyczne. Szanuję wybory innych mam i się nie wtrącam, o ile nie jestem świadkiem przemocy. Dziecięca złość – taka trudna, histeryczna, przyszła do mnie wraz z drugim rokiem życia Basi. Henio,
najstarszy, chyba nigdy nie wpadł w histerię, do dziś jest dzieckiem niezwykle prostym w obsłudze, spokojnym i współpracującym. Barbara to huragan. Ma niezwykle silną osobowość, co było widać od
pierwszych tygodni życia. Oczywiście szukałam wsparcia w literaturze – jak radzić sobie z dziecięcą złością. W końcu odpuściłam. Złość była traktowana bardzo ogólnie, po macoszemu albo zupełnie negatywnie, jako coś złego, czego trzeba się pozbyć.

To, co jest dobre i skuteczne, to oswojenie złości.

A nie jest tak, że złości chcemy się pozbyć, bo jest nam z nią źle?

No właśnie, takie podejście nie pozwala przyjrzeć się źródłom złości. To, co jest dobre i skuteczne, to oswojenie złości. Złość jest emocją, a emocje nie są złe. Są potrzebne, bo zawsze nam o czymś mówią. Pomysł na bajkę o oswajaniu złości, długo we mnie dojrzewał. Konsultowałam się ze świetną psycholożką dziecięcą Anitką Janeczek – Romanowską, której pomysł bardzo mi się spodobał. Poszłam więc za ciosem i napisałam bajkę dla dzieci i dorosłych, która pomaga oswajać dziecięcą złość. Sądząc po licznych recenzjach – działa.
Dostaję wiele wiadomości od rodziców, których dzieci, dzięki bajce, zaczęły się przyglądać swojej złości, mówić o niej, rysować ją, starać się ją zrozumieć. Książka pomaga też rodzicom, pokazując inną perspektywę. Prawda jest taka, że sama stworzyłam pozycję, której mi na rynku książeczek dziecięcych brakowało.
Chciałabym, też w listopadzie wydać kolejną część.

O, a zdradzisz coś więcej?


To będzie kolejna część przygód Henia, Basi i Gucia. Tym razem będziemy mówić o miłości i różnych jej rodzajach. Wiesz, moje książki pisze samo życie. Obserwuje moje dzieci, ich zachowania, emocje,
notuję w głowie pytania i teksty. A później ubieram to w fabułę. Chciałabym w tej części pokazać SELF-LOVE czyli miłość i szacunek do siebie samego, do swojego
ciała, zdrowia. Basia zawsze mówi: bardzo się kocham!

Zobacz:  Jak zachęcić dziecko do mówienia w języku obcym?

I to jest takie piękne i świadome – miłość do samej siebie. Będzie więc taka miłość, będzie ta rodzicielska, która czasem musi stawiać granice, ta pomiędzy rodzicami, ta do zwierząt, a też ta ponad podziałami.
Akcja będzie osadzona w okresie przedświątecznym, premierę przewidziałam na koniec listopada / początek grudnia.

To teraz jesteś Anią od skarpetek czy Anią pisarką?

Teraz to ja jestem chyba głównie Matką Nieboską, bo pod taką nazwą działam od kilku lat w sieci. Pokazuję życie mamy 3 dzieci, która obala mit, że wszystko to kwestia organizacji, która pokazuje bałagan, chaos,
prawdziwe życie i prawdziwe emocje. Jestem trochę na przedsionku zmian, które od dłuższego czasu dojrzewają we mnie. Chciałabym więcej pisać, chciałabym, aby SOXY stały się wiodąca marką dziecięcych
skarpet na polskim rynku. To będzie rok zmian. Czuję to. Ale też mam świadomość swoich ograniczeń.


Bycie biznes mamą, nawet jeśli jest przedszkole i niania to wyzwanie. I wrócę tutaj to tego, co mówiłam na początku – elastyczność. Co z tego, że zaplanowałam w tym tygodniu zaprojektować nowe wzory skarpet
i skończyć bajkę, skoro moje dzieci postanowiły się rozchorować. Przecież nie powiem im, że biorę L4 od macierzyństwa. Podobnie z napiętym harmonogramem dnia, kiedy najmłodsze gorączkuje, ząbkuje i nie
śpi całą noc. Mogę wtedy zapomnieć o efektywności. I to są rzeczy, które po prostu się wydarzają. Nie stawiam więc sobie nierealnych celów, nie frustruję, nie wyrywam włosów z głowy, kiedy po raz kolejny
muszę zmieniać swoje planu. Przyjmuję to. Takie jest życie, takie jest macierzyństwo. Niczego nie poświęcam, świadomie rezygnuję. Takie podejście przyszło z czasem. Musiałam dojrzeć do tego, by odpuszczać.
Musiałam zrozumieć, że odpuszczanie nie czyni ze mnie ani złej przedsiębiorczyni ani złej mamy. Widzisz, Henio ma 5 lat i dopiero teraz pierwszy raz odważyłam się wrócić do wyjazdów na targi. Bardzo bym chciała pokazać rodzicom swoje produkty: czy to skarpetki, czy to bajkę, bo wiem, że są dobre, bo wiem, że im będą służyć, że pomogą, bo wiem, ile serca i pracy w nie włożyłam, po prostu.


Trzymamy więc kciuki i do zobaczenia na targach!
Dziękuję i do zobaczenia na stoisku Matki Nieboskiej.

mamaville

gonia@mamaville.pl